Masz Malucha, chcesz się nim pochwalić, przeżyłeś jakąś nie wiarygodną z nim przygodę, a     może chcesz opowiedzieć jak to się u ciebie zaczęło - ta zakładka jest dla Ciebie.                           

      Przyślij na   kontakt@fan126p.pl    Swoją historię, zdjęcia - my to opublikujemy.                                                                                                                            

&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&


A to ci ... Kwiatek.                                                                                                                     

Moja przygoda z Fiatem 126p zaczęła się jakieś ... 18 lat temu. Pierwszy maluszek zajechał pod mój blok w moje 18 urodziny, co to był za radość. Potem były dwa następne i długa przerwa.

Po kilku latach, już w dobie internetu natrafiłem na tą stronę, na stronę fan'a 126p i wszystko mi się przypomniało.  Postanowiłem odświeżyć moje dawne zamiłowanie, które teraz stało się moim prawdziwym hobby.

                                                                                                                

Zakupiłem maluszka el z 1999 roku za symboliczną kwotę. Było w nim wiele do zrobienia i trwało to parę miesięcy, ale się udało.  Teraz mój niebieski, może granatowy  elegant to moje oczko w głowie. To powód do dumy i do spotkania przyjaciół, których z powodu maluszka mam coraz więcej i więcej.

Spotykamy się na zlotach, na spotach a czasami tak bez powodu. Może to i nie jest historia na wciągający film akcji ale najważniejsze jest to że ... mam pasję i mam przyjaciół no i oczywiście mam ... Kwiatka :)

pozdrawiam - Tomasz Kwiatkowski


''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''


Witam. Mam na imię Heniek.

Trudno jakoś sensownie ogarnąć moje przygody i przeżycia związane z maluszkiem. Urodziłem się w 1972 tak ze jesteśmy prawie rówieśnikami. Całe moje życie za kółkiem związane jest z tym niesamowitym pojazdem. Jeździć uczyłem się na pięknym czerwonym standardzie ojca(78rocznik do dziś na chodzie, choć wymaga paru reperaturek blacharskich ). Posiadałem kilka malców i chyba przechodziłem wszystkie fazy tej choroby, od radości z własnego autka przez pomstę na to małe g... ,był tez etap szukania udoskonaleń i przeróbek (jak nie trudno przewidzieć z reguły były to porażki ) no i to co teraz, czyli stan zbliżony do starego dobrego małżeństwa.

             

Zna się już nawzajem swoje wady i zalety ,wie się jak dopieścić i gdzie klepnąć żeby było dobrze. .Obecnie jeżdżę zielonym elegantem z 2000, mam go od 2008 i od tej pory zjeździliśmy zdrowy kawał Europy ,czyli wszędzie tam gdzie pracowałem. Takie kraje jak Niemcy, Dania ,Holandia, Belgia ,Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia przeżyły już inwazje zielonego szerszenia kilkukrotnie.

A ostatnio udało mi się spełnić takie stare marzenie - objechać Skandynawie tzn. Finlandia ,północna, Norwegia (Nordkapp,Narvik), Szwecja (Kiruna,Sundsval,Malmo) I mostem Oresundsbrn do Danii dalej Niemcy i do domku-cala trasa około 9600km. Człowiek to niestety istota niedoskonała -wiecznie mu mało tak ze teraz zaczyna mi chodzić po głowie Gibraltar i Cabo da Roca a i Turyn wypadało by odwiedzić . Ja już chyba jestem nieuleczalnym przypadkiem i śmieje się sam z siebie bo ilekroć wpadnę na pomysł żeby kupić jakiś poważniejszy pojazd zaraz znajduję tysiąc powodów żeby tego nie zrobić .Serdecznie pozdrawiam wszystkich zainfekowanych maluchozą i do zobaczenia gdzieś na trasie.

Heniek


,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,




Hej jestem Zuza a to moje Autko - FIAT 126p i chciałam opisać swoją historię jak to się zaczęło.
Odkąd pamiętam w moim otoczeniu zawsze były małe fiaty. Z moim 126p zaczęło się na dobre jakieś 7 lat temu. Zawsze mówiłam że moim pierwszym autem będzie maluszek i tak się stało i tak jest do dziś.
Obecny fiacik jest z nami od 4 lat. Pierwszym był granatowy elegant Dominika ( mąż) którego niestety sprzedał i kilka następnych również. Przez jakiś czas nie mieliśmy 126p i ... czegoś a może kogoś nam brakowało.




Ale trafiła się okazja kupić auta - uratować małe czerwone autko od ... złomowania.
A było to tak: likwidowano strzeżony parking z którego właściciele zabierali swoje auta - zabierali ale jeszcze kilka zostało a wśród nich - zapomniany maluszek, dosłownie zapomniany bo przez ... 12 lat i 9 miesięcy.
Aby go kupić Dominik musiał się nieźle natrudzić aby odnaleźć "zapomialskiego" właściciela oka
zj
a - udało się w ostatniej chwili. O 12 w nocy razem z Dominikiem i jego tatą z holowaliśmy auto pod nasz blok, do rana parking miał być pusty.
Następnego dnia zaczęła się naprawa. Po wszystkim przyszedł czas pierwszego odpalenie - niestety nie udało się. Spróbowaliśmy na pych, zagadał ale dlaczego nie pali normalnie? Dominik "pogrzebał" ponownie przy aucie i ... maluszek zapalił normalnie i pali do dziś.





Potem wpadliśmy na pomysł aby dokupić maluszkowi przyczepkę. Udało się chociaż jej stan był opłakany - daliśmy radę doprowadziliśmy ją do stanu używalności.  Teraz z naszym 126p tworzy fajny zestaw.
Na stronie FAN'a trafiłam przypadkiem i ... zostałam fanką razem  z mężem  Dominikiem.
Później był pierwszy nasz zlot w Sierpcu, Łódź i Ogólnopolski zlot. Po zlocie w Kwidzyniu byliśmy na II urodzinach FAN'a 126p gdzie oficjalnie zostaliśmy przyjęci w poczet portalu.




Ps. Teraz nasz fiacik przechodzi gruntowy remont żeby w sezonie 2014 błyszczał i nigdy nas nie zawiódł – oto kilka fotek
Gorąco pozdrawiamy Zuza i Dominik


,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,


Mój sposób na życie ... 126p

Miałem 6 lat jak rodzice kupili auto. Czekałem z niecierpliwością i wypatrywałem w oknie jaki samochód kupi. Doczekałem się- tata wjechał na podwórko pięknym, nowym, niebieskim maluchem el z 1999roku. Od razu wyszedłem go obejrzeć, bardzo mi się spodobał. Po 2 latach tata kupił inne auto, większe a fiacikem jeździła moja mama. Lecz nie długo, jadąc na zakupy miała wypadek (nie z jej winy) i musieliśmy go ze złomować , nie nadawał się do remontu. Bardzo mi było go szkoda i obiecałem sobie - jak będę miał już prawo jazdy to kupie sobie malucha.
Gdy tylko odebrałem prawo jazdy od razu na internet i szukam fiata - w ciągu 10 minut znalazłem a po 2 godzinach maluch stal na podwórku. Nie mogłem wytrzymać i cały dzień jeździłem nim wszędzie. Po jakimś czasie pomyślałem że należy coś w nim zmienić i zaczęły się modyfikacje.

                  

Mój następny etap to przypadkowe trafienie na stronę o Fiacikach i pierwszy zlot w Ostrołęce. Zobaczyłem tam wiele fajnych maluszków – bardzo miło wspominam ten zlot. Po powrocie razem z kolegami wpadliśmy na pomysł – elektryczny szyberdach i po 3 dniach szyber był już zamontowany. Później dołączyły alufelgi, elektryczne szyby, zestaw nagłaśniający i neony w środku.

                         

Po roku czasu pomyślałem o największej modyfikacji – nowy, inny silnik. Na szrotcie kupiłem silnik i montujemy, zeszło 2 tygodnie ale było warto. Długo się nie nacieszyłem - maluchowska skrzynia biegów nie wytrzymywała. Musiałem wrócić do seryjnego silnika. Tym czasem fiacik jest w naprawie i będzie zamontowany silnik 1.1 wraz ze skrzynia od tego silnika, mam nadzieje ze do nowego sezonu 2014 roku uda mi się go ukończyć.
I to z grubsza było by na tyle - taka to moja historia - zachęcam wszystkich do kupienia takiego auta bo naprawdę cieszy:-)

                                                                                                                                                                                                                                                                     pozdrawiam kajot


,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,






Cała historia zaczęła się w dniu uzyskania świadectwa dojrzałości. Wtedy to dostałam od taty Maluszka. :) Nie posiadając jeszcze prawa jazdy, mogłam tylko cieszyć nim oko, ale to było za mało. Dlatego z miejsca postanowiłam podejść do egzaminu.

                                      

Przeglądałam w między czasie, różne zdjęcia w internecie Fiacików, zastanawiając się, co mogę zrobić z moim, żeby był tym jedynym i nie powtarzalnym. Wszyscy dookoła jak usłyszeli, że mam taki samochód, nie wierzyli, mówili - po co Ci taki gruchot, przecież to tylko rdza... mylili się. Po ukończeniu egzaminu z prawa jazdy, Malina - bo tak na niego mówię, był już gotowy do jazdy ;) Od razu wsiadłam i jeździłam po mieście pokazując się nim, ludzie przesympatycznie reagowali na nas bijąc brawo, unosząc kciuki do góry, bądź szczerze się uśmiechali. Do tej pory nie spotkałam się ze złą reakcją na nas. ;) Ludzie zaczepiają mnie cały czas - jak to dziewczyna w maluchu? :)

   

Zostałam wielką fanką Maluszka, mam na jego punkcie dosłownie bzika, gdy nim jeżdżę (tylko w sezonie - w zimę jest garażowany) buty które nosze muszą być czerwone pod jego kolor ;) a w mieście... stałam się rozpoznawana jako dziewczyna z czerwonego Maluszka ;)

Pozdrawiam
Małgosia



,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,


                                                   

Mój „projekt rdza” powstał zupełnie przypadkiem . Z maluchami związany byłem od dawna , od początku mojej przygody z samochodami  - maluch to moje pierwsze auto , jak wielu w połowie lat 90 . Posiadałem wiele Fiatów 126p od rocznika '77, którego do dziś z łezką  w oku wspominam , po ostatniego eleganta z czerwca ’00.                                                                           

Po kilku latach obcowania z zachodnią motoryzacją zacząłem odczuwać brak Maluszka i coraz częściej przeglądać ogłoszenia w poszukiwaniu jakiegoś ładnego egzemplarza. W  międzyczasie wpadł mi do głowy lepszy pomysł . Maluch, ale nie zwykły , tylko z trochę mocniejszym silnikiem ( trochę mało powiedziane) . Ponieważ jestem również motocyklistą       wybór padł na jedynie słuszny silnik od motocykla (CBR1000F). Więc oczywiście zapał wielki , informacje techniczne         zgromadzone , czas maluszka kupić. Udało mi się za przysłowiowe parę groszy ( 550PLN) wylicytować 126p z ’92 roku w      bardzo ładnym, oryginalnym stanie i to właśnie on miał być bazą do dalszego działania.                                 

                                                               

  Jak to niestety często  w życiu bywa, sprawy finansowe się skomplikowały - projekt musiał zostać odłożony , a maluszek się „marnował” . Stąd szybka decyzja -  „Robimy Rosta”. Zawsze ten styl podziwiałem, zawsze chciałem mieć, więc czemu nie. Sprawy poszły błyskawicznie. Zaprosiłem do pomocy szwagra i po rozebraniu auta z galanterii plastikowej przyszła pora na szlifowanie. Dwie szlifierki kątowe i po chyba 3 godzinach obdarliśmy malca ze skóry . Potem szybko go         poskładałem i żeby dzieła dokończyć , a raczej można powiedzieć zacząć - trzeba było spowodować żeby szybko zardzewiał. Nic prostszego . Pół kilo soli wymieszać w wodzie i opryskać. Już na drugi dzień samochód był mocno żółty a za parę dni  brązowy. Chyba po tygodniu nie wytrzymałem ze strachu że całego mi rdza zje, pojechałem na myjnię umyć go z tej soli. Dalej pozostało gromadzić gadżety i „upiększać” Rosta. Bagażnik dachowy, klamoty, kufry, naklejki i inne elementy  stopniowo zaczęły go zdobić.                                                                                           

                                                                                                   

Pierwszy raz świat zobaczył moje cudo na Motocudzie 2012 w Radzyminie i już wiedziałem , że to jest to. Najpiękniejsze motocykle nie wzbudzały takiego podziwu jak „zardzewiały”. Potem zupełnie przypadkiem zlot w Sierpcu 2013 i już     zupełnie świadomie Łódź  - X Ogólnopolski i przygoda z maluchem zaczyna się kręcić . Tym razem już nie jestem       wyobcowany, poznałem grupę ludzi , którzy jak ja dzielą ze mną tą pasję , są to ludzie z FAN126p.                             

                        

                      

                          

````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````


Błyskawica - od zawsze w domu..?


Moja historia z maluszkiem zaczęła się bardzo dawno temu. W 1986 roku moja babcia kupiła nowego, koloru kasztanowego fiacika. Był to najprostszy model, jeszcze z prądnicą. Długo nim jeździła, potem tata i tak dalej. Aż w końcu w 2000 roku stanął pod blokiem. Zatarty silnik, obity, zaczął wrastać w ziemie zapomniany przez Boga i ludzi.                  
Zdałem prawo jazdy i mówię do Taty - przydało by mi się jakieś auto.. na początek? - Dzwoń do babci, rozmawiaj – usłyszałem od Taty. Zadzwoniłem i ... odkupiłem go od babci za ... 1zł. Zrobiłem mu pierwszy generalny remont wraz ze zmienieniem koloru i tak powstał żółty maluszek.

                                          


Były to czasy kiedy maluchy były wszędzie, jednakowe, takie same – z kolegami wpadłem na genialny pomysł. Będę auto przerabiał.                                                                                                          
Został zmodernizowany i poszerzony przedni zderzak w którym znalazły miejsce 4 halogeny. Auto ospoilerowałem i          wyciąłem szyberdach z którym mam do tej pory kłopoty. I tak powstał mój stuningowany żółto czarny Fiat 126p –            błyskawica.

                            

Niestety, młodość i nowe czasy mają swoje prawa, postanowiłem sprzedać auto które od początku było w mojej rodzinie, na rzecz auta .... oczywiście zachodniego.                                                                                  
W 2010 roku zaczęło mi brakować maluszka. Zacząłem czytać na forach, przeglądać allegro. Aż nagle kolega do mnie dzwoni i pyta - czy sprzedaje swoje auto? Ja ze zdziwieniem mówię - już go dawno sprzedałem ale szukam nowego maluszka. Dał mi linka, wchodzę na niego przez allegro i patrzę, a tu mój maluszek po 5 latach. Pan który ode mnie go kupił sprzedaje mojego fiacika. Długo nie myśląć wziąłem kasę i pojechałem się targować. Odkupiłem go …… Niestety był bardzo zaniedbany i potrzebował dużo serca. Ale to była sprawa drugorzędna – miałem tego samego, mojego maluszka. Z werwą zacząłem go odrestaurowywać.

      

    Blacharka, żółty lakier, na koniec barwy wojenne – czarne pasy.                                     

I tak powstała żółta błyskawica.
Zacząłem znowu przeglądać fora, może bym pojechał na jakiś pierwszy swój zlot, pokazać błyskawicę. W ten sposób zarejestrowałem się i pojechałem na drugie sierpeckie spotkanie z Fiacikiem. W Sierpcu tak się prezentował.

Pod Stadionem Narodowym w Warszawie na spocie czwartkowym spotkałem znajomego ze zlotu w Sierpcu - Pana Poziomka.

                             

Pogadaliśmy trochę i zaprosił mnie do Łodzi na X Ogólnopolski - pojechałem.                                     

Łodzi czekała mnie niespodzianka. Zostałem przyjęty do wielkiej rodzi Fan126p - dostałem baner na tylną szybę i kartę członkowską.
I szczęśliwie pojechaliśmy wszyscy na zlot.

     
Takim oto sposobem, przez małe żółte autko mam nową wielką rodzinę Fanów, razem jeździmy, bawimy się, spotykamy a wszystko za sprawą naszej wspólnej pasji – miłości do niepozornego autka – Fiata 126p.                               

Już nigdy nie popełnię tego błędu i nigdy go już nie sprzedam. Będzie ze mną jeździł do samego końca - jego albo mojego.

                                                                                                                              


,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,


                           

Moja historia z fiacikiem zaczęła się od ... chęci posiadania malucha.                                          

Pierwszym Fiatem 126p którym jeździłem był maluch rodziców, el z 96r. Po sprzedaży auta, nie jeździłem maluchem 8 lat. Pewnej zimy trafiłem okazjonalnie na niebieskiego eleganta, jeździłem nim do wiosny 2013 r. Tej wiosny kolega kupił białego maluszka, białą perłę. Przyznam się że mu trochę zazdrościłem. Gdy po krótkim czasie zadzwonił z pytaniem


- czy nie chce go kupić???                                                                   
Nie wahałem się – odpowiedziałem natychmiast - pewnie ze tak.                                   

                     
Tego samego dnia dokonałem zakupu. Znajomi na początku pukali się w głowę i mówili - coś ty kupił - tak dużo dałeś itp.
Ale po jakimś czasie, gdy zauważyli ze ludzie uśmiechają się na widok mojego malucha, podziwiają go na parkingu przed supermarketem, zmienili zdanie. Teraz twierdzą że dobrze zrobiłem i że wart był swojej ceny. Miałem nawet kilka propozycji sprzedaży - ale nie sprzedam go nigdy.                                                              

                                                                         

Dzięki niemu poznałem wielu wspaniałych ludzi, pasjonatów fiacików.
Przygodę ze zlotami zacząłem w Sierpcu, był to pierwszy zlot na którym byłem, tam poznałem zakręconych ludzi z "Fan126p" i choć minęły zaledwie 4 miesiące, jestem już jednym z nich - członkiem portalu Fan 126p.
Tak zaczęła się moja historia z maluszkiem.                                                                      

                  


,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,


Mój Czarny MAT !!!

Moja historia zaczyna się bardzo dawno temu. Pierwszym samochodem moich rodziców był właśnie fiat 126p, to nim latach 90 uczył mnie jeździć mój ojciec :). Jeszcze nie dosięgając pedałów, jeździłem na poduszce gdzieś po lasach :). Często  gasł mi silnik  jak pamiętam i dobrze też pamiętam jaka była kara -  gdy autko zgasło ja biegałem 10 okrążeń dookoła malucha.  Gdy miałem 17 lat kupiłem pierwsze własne auto jakim był maluch,  za 200zł lub flaszkę można było wtedy kupić niezłego maluszka. Długo się nie najeździłem, nie mając prawa-jazdy sprzedałem go. Maluchów później miałem jeszcze dwa -  mam nawet zdjęcia



Wiele aut jeszcze się przewinęło przez moje ręce, miałem ich sporo - żadne u mnie dłużej niż rok nie zagościło.

 Jednak jak człowiek dorośnie i się trochę ustatkuje jest inaczej, bo jeśli miało się parę innych zagranicznych samochodów to czemu wróciłem ponownie do malucha????:)
Nie wiem, ma w sobie coś z dzieciństwa, przynosi radość z jazdy -  teraz współcześnie wywołuje uśmiech ludzi spotykanych na ulicy -  teraz to więcej niż tylko maluch,  to duże auto z dużym bagażnikiem wrażeń :) Mój maluch który ma u mnie dożywocie jest czarny bez połysku, kupiłem go od Szatana w obecnym stanie jakim jest teraz
chociaż próbowałem go obniżyć

                                                                                                                                                        
ale nie dało się jeździć wiec został oryginalny szatanowski
A kupno?
Nie wiem czemu wstałem rano, założyłem kapcie i przeglądałem ogłoszenia allegro i szukałem malucha - nagle patrze jest!!! czarny!!!! mat!!!! podobał mi się projekt matu sztanowego wiec od razu zadzwoniłem do sprzedawcy.  Umówiłem się w celu kupna bo bez względu na stan samochodu stwierdziłem  -  Musze go mieć.

http://www.youtube.com/watch?v=rkHVzv8Xj-4 

Reakcja mojej żonki nie była obojętna " malucha? oszalałeś po ci to ? jak powiedziałem ile kosztuje "ile?? weź jesteś nienormalny :)
wstałem -  zadzwoniłem po kolegę Darka  i mówię -  dawaj stary potrzebny jesteś:


i mam go

 http://www.youtube.com/watch?v=MA3XqZxf2-0

tu kolejny link z Darkiem

http://www.youtube.com/watch?v=ad0O3OltRxg

jak się okazało w niedługim czasie wciągnąłem kolegę -  tez kupił malucha
link>http://www.youtube.com/watch?v=frDTJvppXxs

Razem jeździmy na zloty.

Nasz pierwszy zlot był w tym roku w Ostrowi mazowieckiej,  chcieliśmy zobaczyć jak to jest na tych zlotach. Tam błąkając się poznaliśmy masę zajebistych ludzi, ale jedni nas przyjęli bardzo szczególnie (fan 126p).  W Ostrowi  wygrałem puchar za najładniejsze  auto zlotu - czy ładne nie wiem ale na pewno inne :)


Tak nam się spodobało ze i Darek kupił malucha żeby dzielić się ze wszystkimi pasją i przygodami - żona przekonała się do zlotów od razu.

Umówiliśmy się na kolejny zlot właśnie w Sierpcu - tu trochę pomogliśmy w organizacji

http://www.youtube.com/watch?v=6eC4DqPZHyk

Po Sierpcu była Łódź a teraz czekamy na zakończenie sezonu zlotowego - pierwszego mojego sezonu :)  Podczas snu zimowego maluszek przejdzie malowanie na czarno -  trzeba odświeżyć mu lakier i parę poprawek lakierniczych
obecnie ja i Darek jesteśmy członkami coraz większej rodziny fan126p :)


z czego jesteśmy dumni :) strzałeczka

dj zimny

,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,




Witam. Moja przygoda z fiatem zaczęła się gdy byłem dzieckiem, byłem wożony nim przez brata i był to ST z 1980 r. Jak dobrze pamiętam maluszek był pomarańczowy. W ostatniej klasie gimnazjum           rodzice powiedzieli – Jak zdasz egzamin gimnazjalny możesz sobie kupić auto. I się zaczęło,                 poszukiwania trwały ponad trzy miesiące, ciągle nic. Przyszło podłamanie, nie chciałem już patrzeć ani a allegro, ani na ...siebie. Kilka dni później pojechałem z bratem na stację demontażu aut i stało się – zobaczyłem. Zobaczyłem fiacika i niewiele myśląc pobiegłem do niego, sprawdziłem blachy, progi – wszystko było...cacy. Szturchnąłem Brata który właśnie rozmawiał z jakimś gościem – Choć zobacz.

 

Maluszek był na ostatniej prostej do ..huty, nie był kompletny, powoli go rozkręcano. Nie miał lamp, zderzaków ale miał za szybą rejestracje. Zaczęły się rozmowy – Jak weźmiecie dowód od właściciela auta, to możecie go brać za 420zł. Dostaliśmy adres i jazda do właściciela. Oczywiście jak to zwykle       bywa ze starszymi ludźmi (pan lat 70 ) trochę ciężko się rozmawiało ale się udało – spisaliśmy umowę i heja z powrotem, tym razem z lawetą podczepioną pod Vectre. Pomachaliśmy dowodem, zapłaciliśmy jak było uzgodnione i wjazd na lawetę. Wróciliśmy do domu, wychodzi nasz tata i z uśmiechem na twarzy mówi - "Pojechali pusto, przyjechali z maluchem - koniec świata". No i zaczęło się zakładanie chromów, odpalenie silnika, wymiana oleju i kolekcjonowanie dodatków z epoki.

 

Zapomniałem dodać ze fiacik jest z lipca 1981 r. Zaczęły się wyjazdy na zloty, zaliczyliśmy już z moim fiacikiem kilka takich imprez m.in. był 2x zlot w Toruniu, Tucholi, Manufaktura w 2011r i Sierpc w 2012. Właścicielami auta jesteśmy wspólnie - Ja i mój brat. Samochodzik dzielnie jeździ i daje niesamowitą frajdę a ja mam satysfakcję że go uratowałem – bo przecież „Huta była blisko” - Patryk Stopa (stopek126p)


Ps: My ze swej strony dodamy że Fiacik Patryka znalazł się w naszym kalendarzu na rok 2013 w miesiącu Luty.              



                                                                



**************************************************************************************************************************************************************************************


SidnEj - moje 126 powodów do radości

 
Moja historia z Fiatem 126p zaczęła się w wakacje 2010 roku. Miałem kupić swoje pierwsze auto i przestać pożyczać od rodziców ich własnego opla.

                     


Szczerze - gdy poszedłem do komisu myślałem o jakimś dobrym niemieckim aucie, ale gdy zauważyłem w narożniku małego fiacika od razu na niego się zdecydowałem ( może dlatego że dla wielu z nas maluch był pierwszym autem.

Większość się śmiała, gdyż ja mam 188 cm wzrostu i kompletnie on do mnie nie pasuje. Z czasem nabrali respektu do maluszka. Zwłaszcza gdy trzeba było w mroźny dzień dojechać do szkoły, a tylko mój fiacik odpalał, gdy większość nowszych, zachodnich aut odmawiało posłuszeństwa.


                  
Nawet Tata dawał mu max 1 rok w moich rękach, a tu już 3 roczek stuka. Obecnie jest to auto z którym już niejedno przeszedłem i za żadne skarby nie oddam je w inne ręce.
                                                         


*************************************************************************************************************************************************************************************


Wilik - mój wóz, moja duma.

Moja historia z fiacikiem jest krótka, ale mocno wyjeżdżona. W 1998 po ślubie stanęliśmy z żoną przed dylematem jakie auto kupić aby w miarę niezawodnie pomykać do Bygdoszczy na studia. Wybór nie był imponujący wszyscy doradzali golfa nieśmiganego od lekarza/prawnika starszego pana z Niemiec lub nowy maluszek z salonu. Nie będąc fanem nieśmiganych cacuszek zza zachodniej granicy dokonaliśmy jedynego słusznego wyboru: stary fiat 125p na złom i ulga 1500 na maluszka. W salonie okazało się że maluszki są na zapisy i po obdzwonieniu wszystkich okolicznych salonów Fiata poszedłem zapisać się na listę w Płocku. Pozostał tylko wybór koloru. 90% chętnych było zapisanych na czerwone, 10% na zielone i nikogo na granatowe. Zapisałem się na granatowego i po tygodniu dostałem info iż przyjechał do salonu jeden granatowy i w wersji wypasu sx (czyli miał wszystko co można mieć w fabrycznym maluszku).

Decyzja zapadła bierzemy.

                             

No i się zaczęło pierwszy przegląd 1500 km po niecałym tygodniu po 9 miesiącach już 30 tyś. Maluszek bezawaryjnie przeleciał trasę Płock – Bygdoszcz tyle razy iż ciężko policzyć. W ciągu trzech lat machnęliśmy z żoną 120 tyś kilometrów a on cały czas na chodzie. Nie licząc trzech dzwonów w tym jednego z mojej winy sprawdzałem twardość tyłu almery. Kariera maluszka skończyła się z narodzeniem naszego syna po prostu fotelik i wszystkie graty nie mieściły się w nim i popadł trochę w niełaskę. Trafił na trzy lata do garażu i był sporadycznie używany jako drugie auto w rodzinie. Po tym okresie podjęliśmy decyzję czas się rozstać i został sprzedany na giełdzie w Ciechanowie.
W pracy mam wariata, który ciągle opowiadał mi o swoim wychuchanym czerwonym maluszku i powoli zaczęła wracać nostalgia za tą perełką. W końcu zaprosił mnie na zlot do Sierpca i wciągnął do fana aż w domu dojrzeliśmy do decyzji KUPUJEMY. Po półrocznych poszukiwaniach na wszystkich możliwych portalach motoryzacyjnych, z pomocą przyjaciół z fana: coccolino, pozioma, crysa znalazłem żółtego pod Siedlcami na zdjęciach cacuszko wyjazd i kupa złomu. W końcu trafił się w Radomiu identyczny jak nasz pierwszy ten sam rocznik w przyzwoitym stanie.

Zadziałał sentyment i od niedawna stoi przed domem.

Pozostał tylko stary dylemat jak jechać na zlot czteroosobową rodziną z wszystkimi klamotami dla trzylatka. Pomysł już jest hak leży obok fiacika i czeka na montaż a portale motoryzacyjne przeglądamy za przyczepką Niewiadów N-250. Do kwietnia mamy jeszcze czas.


Wilik

***********************************************************************************************************************************************************************************


Moja przygoda z małym fiatem zaczęła się 8 września 2012 roku .

Mam 14 lat i bardzo pasjonuje się motoryzacją od zawsze chciałem kupić malucha , ale rodzice nie chcieli się zgodzić.

Ale gdy na darzyła się  okazja w moim mieście (Ostrowcu Św) kupna kaszlaka za 300 zł to rodzice z niechęcią zgodzili się abyśmy go kupili. 

Fiat jest z 1991 roku oryginalnie był zielony , lecz młodzi kibice podczas euro 2012 postanowili przemalować go na biało-czerwono .

Nam nie za bardzo się podobał ten kolor i mieliśmy plan , aby go przywrócić do oryginalnego koloru , ale kiedyś usłyszałem o ,,rost stylu" i nie ukrywam ze mi się spodobał więc zrobiłem  plany i pokazałem je rodzicom.

Nie byli za bardzo przekonani co do tego ale udało mi się ich przekonać , i tak powstał rost  nie jest on jeszcze skończony ale robi wrażenie . 

**


Nie którzy ludzie uważają że zniszczyłem autko moim zdaniem nie jest to prawda , ponieważ uważam że samochód ma w sobie dusze.

W przyszłości mam zamiar zamontować aluminiowe zderzaki , bagażnik dachowy z gadźetami z epoki oraz obniżyć zawieszenie.


Fiacik brał udział w konkursie właśnie na tej stronie zdobył 1 miejsce obecnie wstawiłem go na inny konkurs , zapraszam na facebook.

zapraszam  do łapkowania. Dawid


*****************************************************************************************************************************************************************************


               Historia pewnego zakręconego miłośnika motoryzacji.

A tak to się zaczęło!
Jako małolat zawsze interesowała mnie motoryzacja, a że urodziłem się jeszcze za PRL, to ówczesna produkcja naszego bloku była mi bliska i najbardziej dostępna, no nie tylko mi, moim rodzicom także.
To tyle wstępu.
Urodziłem się 1975r, (było to dawno), odkąd pamiętam w domu była WSK 125, był to pojazd który dyktował szlaki bardzo długo w mojej rodzinie, wraz z postępem techniki i czasu nadeszła zmiana na coś nowszego, kochani rodzice kupili MIŃSKA 125, świetny motocykl, lecz tragicznie nie dopracowany (szkoda ). Związku z zmianą ustroju politycznego w naszym kraju, nadszedł czas na zmianę w naszej rodzinie na pojazd do codziennej komunikacji - padło na maluszka, więc rodzice zaczęli szukać i znaleźli!!! wspaniałego FIATA 126p roczni 1982, kolor ciemna wiśnia (przed wiśnią był pomarańcz). Rodzicom służył do listopada 1993r, aż do zakupu nówki, niebieskiego maluszka.
I w tej chwili zaczyna się najważniejsza część historii, bo wiśniowy maluszek trafił do mnie!!!

                                    

Jeszcze przed zrobieniem prawka poruszam się nim po mniej uczęszczanych drogach i nabierałem wprawy. I w końcu w styczniu 1994r zdane prawko i zaczyna się prawdziwa przygoda z motoryzacją. Jako napalony młodzieniec jeździłem w każdej wolnej chwili, wszędzie gdzie się dało, (paliwo było tanie) bywało że malec nie stygł, i z braku wrażeń i nudy, kupiłem Syrenę Bosto, malec w tym czasie poszedł do blacharza, (co to był za palant) patrząc na to z perspektywy czasu. Remont trwał długo i mało efektownie, ale za to drogo i w końcu, początek roku 1995 malec pomyka jak z fabryki, wszystkie sprawy mechaniczne i elektryczne wykonywałem z moim nie zastąpionym Tatą. Rodzice pomykali swoim maluszkiem, a ja swoim. W międzyczasie założyłem rodzinę, malec pomykał bez problemu, ale małe dzieci wymusiły na nas, młodych rodzicach zmianę autka, problemy w zimę z ogrzewaniem podczas podróży to główna przyczyna (marudzenia żony), kazała mi poszukać ciepłego pojazdu. Jako grzeczny mąż posłuchałem ukochanej!!
I kupiłem znów malucha, tylko że BIS-a, cóż to było za autko, bez większych problemów latał u nas do 2000r.
My jako rozwojowi rodzice, i związku z narodzinami kolejnego dziecka przyszedł czas za większą furę, i wybór padł na Poloneza, myślałem że przygoda z maluszkiem się skończyła, inny komfort itd. międzyczasie zakupiłem FSO 1500 i wiele innych furmanek.
Życie toczyło się, pewnego dnia przejeżdżając przez pewną miejscowość, stały sobie z kartkami dwa EL, kasa wtedy była i korciło mnie na zakup i stało się w 2008r, wyrwałem jednego z tych dwóch, był to czerwony EL 1995. Zacząłem przeglądać neta i znalazłem więcej zakręconych ludzi na tym punkcie i tak trafiłem na forum MFK126P, stąd wzięła się decyzja w 2009r wypadu na Ogólnopolski do Bydgoszczy. I wtedy nakręciłem się na maxa i tak mi zostało do dziś. Czerwony był zmęczony blacharsko, zabrałem się za ratunek i z braku czasu nie wyrobiłem się do 2011r i zapadła decyzja na zakup kolejnego maluszka.
Obecnie Malec to moje drugie życie, w którym uczestniczy cała moja rodzina.

                                                                                                 Klos



*******************************************************************************************************************************************************************************


Moja - Krzysztofa  historia


               Moja przygoda z małym fiatem zaczęła się nie do końca świadomie w 1997 roku – miałem dwa lata. W tym roku Tata kupił wiśniowego maluszka z 1988 roku. Jak mi później powiedział, fiacik posiadał wąskie wloty z ST a na nich łapacze powietrza z napisem FIAT i  polskie zderzaki  P4. Posiadał  elektro wentylator , szeroki licznik z FL,  ogrzewaną tylną szybę i .....prądnicę. 

W 1998 roku, trzy miesiące po badaniu technicznym na skutek nadmiernej korozji urwał się tylni wahacz – i po mojej przygodzie. :(

 

Mając może 7 lat  powiedziałem – ja przygodę z motoryzacją zacznę jak mój Tata – od popularnego „kaszlaka” i tak się stało. 1 października 2010 roku kupiłem Fiata 126p EL  z  przebiegiem 52227 km z listopada 1995 roku – prawie mojego rówieśnika.

  

         
                                                                                                      

                                                                                       Na dzień dzisiejszy mój „maluszek” wygląda tak samo jak na  Ogólnopolskim w Toruniu.                                                                                                                                                                                      

****************************************************************************************************************************************************************************************


                Moja przygoda z fiacikiem zaczęła się bardzo dawno temu.

A było to tak.

               W 1979 r. ojciec zakupił szarego maluszka, a ja wtedy miałem około 3 latek. Piękna 600-tka. I od tej pory rozpoczęły się podróże tym wspaniały pojazdem.
Nasz piękny kraj „zjechałem” wzdłuż i wszerz ciesząc się z każdego pokonanego kilometra.

                                                        

             Po dwóch latach piękna 600-tka znikła, a raczej zgniła. Chyba była wyprodukowana w poniedziałek. Trochę kombinacji, czyli: zakup karoserii w Bielsku - Białej po znajomości i silnika w Polmozbycie w Piotrkowie Trybunalskim trochę części z poprzedniego malucha i powstał drugi pomarańczowy fiacik. Tak nasz maluszek fruwał do 1986r i wtedy ojciec zdecydował się zakupić DUŻEGO FIATA.
Lata mijały ja trochę podrosłem zrobiłem nawet prawo jazdy, pojawiła się rodzinka i oczywiście powstał pomysł zakupu autka - jakiego? MALUCHA.
                                   

                  Moim pierwszym autkiem pokonałem sporo kilometrów, ale przyszedł dzień kiedy musiałem pożegnać się z maluszkiem. Potrzeby rosły i poszukiwałem coś większego. Przez moje ręce przeszło sporo różnych samochodów. Były limuzyny, auta sportowe, klasyki MB124, ale gdzieś w środku siedziała tęsknota za fiacikiem. Szybka decyzja jedna niedziela i maluszek stanął pod domkiem. Potem pomysł na zapisek na mój 1-wszy zlot w Sierpcu a dalszą historię to już znacie…..

                                  

                                                             

                                                                                                                                                                         Coccolino

************************************************************************************************************************************************************************************


Dlaczego i jak to się zaczęło?

Miałem to szczęście, że w moim domu od 1981 roku były dwa samochody. Po zrobieniu prawka w 1985 roku od razu dorwałem ten drugi - Dacie 1300. Czas leciał i nadszedł rok 1988 - pojechaliśmy z Ojcem do Grudziądza po odbiór nowiutkiego maluszka. Pamiętam jak dziś, wyjechaliśmy wczesną nocą albo późnym wieczorem,  jak kto woli. Koczowaliśmy pod Polmozbytem całą noc i byliśmy  -  trzeci w kolejce.

Niebo otwierało się o 8 rano, anioł w niebieskim fartuchu za kolana, dostał do dużej kieszeni odpowiedni wkład i naszym oczom ukazał się :Piękny czerwony  FL z alternatorem, ogrzewaną tylną szybą i rozkładanymi siedzeniami, palony oczywiście z kluczyka. Miał mały defekt - nie domykała  się klapa bagażnika (w innych autach nazywana maską).  Anioł w fartuchu fachowym szarpnięciem w jedną stronę załatwił sprawę  i wszystko grało  - Fiat 126p  za 560 000zł

 Był nasz - wtedy na giełdach za "używki" płacili 3 razy więcej - takie to były zwariowane czasy, był to przypomnę 1988 r .Nie wiem dlaczego, ale z pod Polmozbytu Ojciec odjechał pierwszy - ja zostałem sam, w małym czerwonym pudełku. Jak wspomniałem, jeździłem jak na tamte czasy luksusową, dużą Dacią 1300 - teraz siedziałem w małym, prymitywnym autku. Miałem kłopoty z odpaleniem, z ruszeniem, ale udało się - jadę do domu. Jest ciasno, warczy, ryczy ale z każdym kilometrem jazda staje się fajniejsza, chłonę ten zapach - co by nie mówić nowego autka.

Zakochałem się - Ojciec chciał zostawić mi Dacie,  malca sprzedać, uparłem się i Maluch został w domu.

Miałem go 7 lat, prawie bezawaryjnie przejechałem 85 tyś km i 1995 roku sprzedałem za ......40 milionów złotych.

Ale po kolei - miesiąc po kupnie miałem maturę, dla odprężenia się, oderwania od książki wyjechałem z kolegą na przejażdżkę i przyłożyłem w innego maluszka, młodszego od mojego (2 tygodnie). Ojciec do dziś wspomina, że matura tyłek mi uratowała, żeby nie ona pogadał by ze mną inaczej.

Jeszcze jedna zabawna historia związana z tym autem - w 1990 roku byłem w wojsku,na przepustce przyjechałem do dziewczyny. Nie było jej w domu, była w kościele. Pojechałem tam ale jej nie znalazłem. Wsiadłem do maluszka, rozrusznik kręcił jak szalony, a on nie chce odpalić .Walczyłem tak z nim ponad godzinę, brałem na pych, dobrzy ludzie mnie holowali i nic. W końcu zmachany jak po ciężkim poligonie usiadłem za kierownicą i ...... eureka, przypomniało mi się o moim prywatnym zabezpieczeniu anty kradzieżowym - odcięcie zapłonu. Wcisnąłem ukryty przycisk i z trudem (bo podlany) ale zapalił - ruszam - idzie moja dziewczyna - spotkaliśmy się. Nie miejsce tu na szczegóły spotkania - ale było fajnie.
Można jeszcze wspomnieć o podróży po schodach w Toruniu. Tak droga się ułożyła, że nie było wyjścia, trzeba było te schody pokonać - było warto.

Jak wcześniej wspomniałem w 1995  sprzedałem maluszka i do 1999 roku był rozbrat z Fiatem 126p. Nastąpiło otwarcie na zachód i zachłyśnięcie się zachodnią motoryzacją. Pierwszą przedstawicielką tego zachodniego świata była 10 letnia -  zardzewiała IBIZA

W 1999 r. siostra (za moją namową) kupiła od koleżanki dwuletniego czerwonego Eleganta.Zacząłem znów się przyglądać,  przypominać sobie tego pierwszego i w 2006 roku odkupiłem od siostry Fantiego (tak siostra go nazwała).

Przez pierwszy rok nic się nie działo, Maluszek stał w zimie pod kocem w garażu, latem czasami wyjechałem rekreacyjnie. Rok 2007  -  pojechałem na rajd Vervy  (zabawa dla amatorów ) do Płocka,  na 50 aut  mój Fanti był jedynym Maluchem -  zająłem w generalce dobre  23 miejsce. Później trafiłem na MFK126p i się zaczęło. Dziwna sytuacja, im jestem starszy, tym bardziej lubię jeździć Fiacikiem.

Od tego pierwszego maluszka, po tego miałem wiele aut, o każde dbałem i dbam - chcę aby miały u mnie dobrze, ale tylko Fanti zostanie ze mną na dobre i na złe.

                                                               - a może synowie go przejmą?         

        

                   

Teraz jeżdżę nim tylko latem i to moje świąteczne auto na niedzielę, na zloty, spoty i do zabawy.

Dużą przyjemność sprawiają mi ludzie (a z każdym rokiem jest ich więcej ) gdy pokazują sobie mojego Fantiego i mówią

-" zobacz jaki ładny Maluch" 


 Razem się starzejemy :)

                                                                                                                                                                                              

***************************************************************************************************

Kiedy pytają mnie: "Jak zaczęła się twoja przygoda z motoryzacją?" Właściwie sam tego nie wiem, myślę że od małego była gdzieś obok

Fascynowałem się wszystkim co do napędu wykorzystywało silnik spalinowy, z hulajnogą włącznie .

Dlatego decyzja o zakupie samochodu w dniu otrzymania prawa jazdy była raczej oczywista .

Problemem stał się wybór auta, nie dysponowałem dużą gotówką więc z uwagi dużą dostępność i niskie ceny części zamiennych padło na małego fiata.

Mój egzemplarz  jest starszy ode mnie w dniu zakupu miał 22 lata Miałem pewne porównanie ze współczesnymi samochodami i dostrzegałem kilka jego wad.

Dodatkowo jego kondycja była słaba nawet jak na swój rocznik (1985)

Minęło trochę czasu, parę razy miałem pozbyć się malucha na korzyść innego większego i mniej awaryjnego auta, ale powoli dochodziłem do przekonania,  że tak naprawdę nie potrafiłbym się z nim rozstać .

Dbam o auto jak mogę, a wtedy ono odwdzięcza się bezawaryjnością

Malca używam na co dzień, za każdym razem cofając się w czasie - tak podróżowali przecież moi rodzice!


                                                                                                                                                                                    Paweł

***************************************************************************************************


Moja przygoda z Maluchem

 Kiedyś każdy miał malucha i na niego mocno dmuchał,

 jakoś tak szły słowa piosenki.


Taka też była prawda, jest to samochód, który zmotoryzował ten kraj.


Dziś już słowa piosenki nieaktualne są,

 lecz ja zjechałem z taśmy produkcyjnej w tym samym roku, co pierwszy mały fiat

 i może, dlatego darzę go takim sentymentem.


Pierwszym moim własnym w połowie samochodem, był duży fiat kupiony na spółkę z kolegą.
Natomiast moim pierwszym własnym, też nie był maluch.

Za to znajomi mieli i śmigało się tym wszędzie i jeszcze dalej.


Podróż poślubna Warszawa – Kołobrzeg ze świadkami + Bagaże Fiat 126p

Na frytki do Gdańska z Warszawy, bo taką fantazję kiedyś miałem Fiat 126p

 No i Zakopane też było grane, na walentynki zabrał nas tam Fiacik.

 
Lecz taka prawdziwa tęsknota za Maluchem pojawiła się w momencie, gdy zaczęło być ich coraz mniej.


Coraz rzadziej się spotykało na drogach poczciwego kaszlaka

 a przynajmniej takiego, co jechał o własnych siłach.


Wtedy to właśnie postanowiłem, że muszę mieć malca tak dla siebie samego by oko nim cieszyć no i jest,


możecie wierzyć lub nie, ale naprawdę daje wiele radości,

 dzięki niemu poznałem fantastycznych ludzi i to nie tylko w kraju, ale i poza granicami.

                                                                                                                                                                                                                                                           

**************************************************************************************************